2015-Nad Biebrzą i na Polesiu cz.1

Nie tylko Pilica » Wakacyjna opowieść » 2015-Nad Biebrzą i na Polesiu cz.1

Od lat przymierzaliśmy się do wyjazdu nad Biebrzę bo informacje o dzikiej przyrodzie pobudzały wyobraźnię. Planowaliśmy, że po tygodniowym pobycie na Polesiu pojedziemy na północ. Plany pozostawały planami bo pomimo sześciu wizyt sporo jeszcze zostało do zwiedzenia w okolicach Lublina. W tym roku postanowiliśmy odwrocić kolejność. Najpierw Biebrza, potem Polesie. Po drodze, niedaleko Dęblina, odwiedziliśmy miejscowość związaną z dziejami Pilicy. To Sieciechów założony przez Sieciecha, szarą eminencję w czasach rządów Władysława II Hermana i hipotetycznego przodka naszego Ottona z Pilczy. Nie ma jednak niestety dokumentów jednoznacznie wywodzących ród Toporów od Sieciecha. W Sieciechowie-Opactwie stoją zabudowania dawnego klasztoru założonego przez benedyktynów sprowadzonych z Prowansji przez Sieciecha lub Bolesława Krzywoustego. Pierwszy, drewniany klasztor stał w innym, nieznananym miejscu, na kępie wiślanej. Po zmianie koryta przez Wisłę został przeniesiony na obecne miejsce. Nowy, także drewniany, klasztor pochodził z 1530 r. Uległ spaleniu w 1682 r. Obecny murowany klasztor wzniesiono w 1733 r. W średniowieczu istniały tutaj folwarki, spichlerze, huta żelaza, kamieniołomy, browar, winnica, gorzelnia i pierwsza w Polsce szkółka drzew owocowych. Klasztor posiadał jedną z największych bibliotek w ówczesnej Rzeczypospolitej.  Zlikwidowany został 1819 r. Folwarki i manufaktury oddano w dzierżawę. Sprzęty kościelne porozdawano, posadzkę marmurową wywieziono do Sandomierza, wartościowe dzieła z biblioteki wywieziono do Warszawy a cenne obrazy zaginęły. Opuszczone budynki i kościół zaczęły niszczały. Dopiero po II wojnie światowej wyremontowano kościół. Część zabudowań klasztornych rozebrano. Dzięki uprzejmości księdza proboszcza zwiedziliśmy nie tylko sam kosciół ale i podziemia, w których zachowały się ślady pierwotnych murów opactwa.

Sieciechów nie będzie jedynym pilickim akcentem na trasie naszej wakacyjnej wędrówki.

 

W centrum miejscowości stoi barokowy kościół św. Wawrzyńca z I połowy XVIII wieku.

 

Sieciechów-Opactwo. Kościół  pw. Wniebowzięcia NMP

 

 

 

Prawie jak w Pilicy :) W podziemiach pochowani są benedyktyni

Ślady pierwotnej budowli zachowane pod prezbiterium

 

Początek strony

Poznać Podlasie w tydzień? Pusty śmiech! Poznać Biebrzę w tydzień? Tydzień to w sam raz czas na zwiad i na stwierdzenie czy warto będzie kiedyś przejechać znowu niemal 500 km. Miejsce postoju zzostało wybrane po lekturze ofert w internecie co było sporym ryzykiem ale okazało się strzałem w dziesiatkę. Daleko od szosy, w lesie i niemal na brzegu Biebrzy. Przemili gospodarze, cisza, ptaki, koniki polskie spacerujące obok domu - długo można wymieniać walory.

Nasza rezydencja...

..i sąsiedzi

Zaczęliśmy od wizyty w dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego Osowcu-Twierdzy. Wybór map, przewodników i literatury przyrodniczo-historrycznej jest duży ale w to bez problemu zaopatrzyliśmy się przed wyjazdem. To nie to co pierwszy wyjazd na Polesie, wiele lat temu kiedy Allegro raczakowało a zdobycie mapy graniczyło z cudem.

Spacer wokół Osowca pokazały ogrom pozostałości po twierdzy rozrzuconych na olbrzymim terenie. Twierdza Osowiec usytuowana w zwężeniu bagien biebrzańskich miała stanowić osłonę szlaku komunikacyjnego Białystok – Królewiec jako główny węzeł oporu na linii przewidywanego uderzenia armii niemieckiej z kierunku Prus Wschodnich. Na początku I wojny światowej uzupełniona została elementami fortyfikacji polowej. Miał tu miejsce słynny atak chemiczny. Rankiem 6 sierpnia 1915 roku armia pruska użyła 30 baterii miotaczy gazów bojowych, związków chloru i bromu. Niesiona wiatrem chmura gazu po pokonaniu 10 km osiągnęła szerokość 8 km i wysokość 15 m. Zginęło 2000 Rosjan i... 1000 Niemców. Twierdza pozostała niezdobyta. Ewakuowana została dopiero 23 sierpnia 1915 r. na rozkaz dowództwa rosyjskiego w związku z ogólną sytuacją na froncie. Przed ewakuacją wojska rosyjskie zdołały zniszczyć część budowli. Fort I i Fort III leżą na terenach wojskowych. Trójka, położona blisko naszej kwatery jest niedostępna ale Jedynka jest częściowo udostępniona dla turystów. Na jej terenie znajduje się Muzeum Twierdzy Osowiec. Zwiedzanie możliwe jest tylko z przewodnikiem a ze względu na koszt ma sens tylko w większej grupie. Na razie militaria przegrywają z przyrodą, którą można oglądać bez ograniczeń. Idziemy na spacer nad Biebrzę, potem kładką wśród rozlewisk do wieży widokowej. Po drodze podziwiamy ruiny Fortu II czyli Zarzecznego .

Ruiny Fortu Zarzecznego

Pozostałości bunkra przy linii kolejowej

Kolejny cel to Goniądz, dwutysięczne miasteczko, w którym trafiamy na Goniądzkie Jarmarki Rękodzieła i Zdrowej Żywności. Ciekawostką są cztery studnie położone na rogach rynku. Dla nas Goniądz to przede wszystkim sklepy położone najbliżej, bo marne 10 km, od naszej bazy.

 

Pierwsza wizyta na terenie parku to spacer po Białym Grądzie pokazujący ogrom sięgającego po horyzont terenu objętego ochroną, zdecydowanie większego od dobrze nam znanego Poleskiego Parku Narodowego. (Biebrzański to ponad 59 000 ha a Poleski ponad 9 700 ha).

Żeby poznawać życie ptaków nie trzeba czaić się godzinami w zaroślach.Wystarczy usiąść przed domem i poczekać....

Stałym gościem na naszych podwieczorkach była rodzina dudków składająca się z rodziców i czwórki latorośli.

 

Z wizytą u Króla Biebrzy

Kolejny dzień poświęcamy na wizytę towarzyską u Jego Wysokości Króla Biebrzy. Na ten tytuł zasłużył sobie Krzysztof Kawenczyński. To człowiek-legenda. Niegdyś był antykwariuszem. Dzisiaj jest jedynym stałym mieszkańcem liczącej kilka domów wioski Budy. Jedziemy Carską Droga do Barwika. Oryginalna Carska Droga została zbudowana na przełomie XIX i XX wieku łącząc twierdze Łomża, Osowiec i Grodno. Dzisiaj tą nazwę nosi jej 33-kilometrowy fragment od Strękowej Góry do Osowca-Twierdzy. Podobno łosie chodzą po niej stadami... Z Barwika idziemy na piechotę przez las chociaż od biedy do Bud da się dojechać samochodem. Szkoda jednak marnować pięknego dnia na grzanie się w pojeździe. Dwa drewniane domy na posesji Króla Biebrzy zamieniły się w nieprzebrany skład tego wszystkiego co pan Krzysztof zgromadził. Są tam zabytkowe sprzęty codziennego użytku, fotografie, narzędzia, obrazy, rzeźby, książki, dokumenty i milion innych rzeczy zajmujących każdy wolny kąt. Niejedno muzeum etnograficzne nie ma takiej ilości eksponatów. Trudno jednak przebrnąć przez kolejne pokoiki i nie wiadomo na czym skupić uwagę. Rozmawiamy głównie o … Pilicy bo Król Biebrzy jest związany z naszą miejscowością więzami rodzinnymi! Stąd, z rodziny Kubiczków pochodzi jego mama! Mamy więc nie tylko pilicką królową ;) Pan Krzysztof pokazuje kilka rodzinnych fotografii wiszących na ścianach. Niestety trudno je sfotografować bo podejście jest niemożliwe ale skany mam obiecane. Zostawiamy kilka numerów „Naszej Pilicy”, które na wszelki wypadek wrzuciłem do plecaka i ruszamy w dalszą drogę.

Król Biebrzy

Zaliczamy fragment szlaku z Gugn do Barwika.

Panorama z wieży widokowej koło niewielkiej wsi Gugny. Po horyzont nie ma śladu cywilizacji.

Nie widać najmniejszej nawet budowli.

Trzeba jednak wrócić na chwilę do cywilizacji i zrobić zakupy bo z naszej Olszowej Drogi do sklepu daaaaleko. Jedziemy do Trzciannego gdzie zwiedzamy lokalne sklepiki  ;)

Rynek w Trzciannem. W tle kościół z 1846 roku

Wracamy na Carską Drogę i idziemy na  długi spacer Groblą Honczarowską sam na sam z biebrzańską przyrodą. Kilka pięknych drapieżników jest jednak zbyt czujnych. Umykają z drzew zanim wziąłem aparat do ręki. Do późna siedzimy na wieży widokowej wypatrując ptaków. Poza tym nie ma to jak własnoręcznie przygotowana kolacja w plenerze.

 Wieża widokowa na Grobli Honczarowskiej

 

Początek strony 

Z wizytą u Moesów

Upał jest nieziemski. Gzy pewnie dostaja szału ma bagnach. Postanawiamy więc skorzystać z dobrodziejstwa samochodowej klimatyzacji. Jedziemy do Choroszczy zobaczyć co przetrwało z przemysłowego imperium Moesów. Po drodze są Knyszyn i Tykocin więc wycieczka zapowiada się niezwykle atrakcyjnie. Zacznę od podsumowania. Przez lata włóczenia się po wschodniej Polsce odwiedziliśmy dziesiątki miejscowości. Z pełnym przekonaniem mówię, że jestem pod wrażeniem tego co w zakresie informacji turystycznej serwuje przybyszom Knyszyn. To nie tylko foldery do pobrania zes trony miasta. To nie tylko plany miejscowoci umieszczone na rynku. Przy każdym zabytkowym obiekcie, nawet przy tych nieistniejących (cerkiew, synagoga), znajdują się podstawowe, ilustrowane starymi fotografiami, informacje o ich historii. Knyszyn i okoliczne miejscowości nadziane są zabytkami niczym świąteczne ciasto rodzynkami. Nie sposób obejrzeć wszystkiego w godzinę czy dwie a tyle czasu możemy poświęcić na zwiad w królewskim grodzie. Ruszamy na spacer.

Od roku 1528 Knyszyn stał się własnością Zygmunta Augusta stając się ważnym ośrodkiem politycznym. W mieście stanął został ratusz, łaźnie, budynek wagi i wybrukowane zostały ulice. Król zmarł tutaj 7 lipca 1572 r. W 425 rocznicę jego śmierci na rynku stanął pomnik władcy.

Kościół p.w. Św. Jana Apostoła i Ewangelisty został zbudowany w latach 1579-1601 z fundacji starosty knyszyńskiego Jana Zamoyskiego i konsekrowany pw. Wszystkich Świętych. Z czasem zmieniono wezwanie kościoła. Odbudowany po pożarze z 1710 roku i przebudowany w latach 1900-1902. zbudowano wtedy wieżę, przedłużono kościół o jedno przęsło a we wnętrzu wykonano drewniany strop.

Obok kościoła stoi lamus z 1818 roku

Dom Klattów został zbudowany pod koniec XVIII wieku przez ewangelicką rodzinę Klattów, która z czasem spolonizowała się. Późniejsi właściciele, Piaseccy, zbierali paiątki z przeszłości Knyszyna. Po śmierci ostatniej właścicielki dom przeszedł na własność gminy i utworzono w nim mini-muzeum.

W XIX wieku na Podlasiu powstało wiele zakładów z branży włókienniczej uruchomionych przez przybyszów narodowości niemieckiej. Kilkanaście manufaktur działało w Knyszynie.Zachował się budynek jednej z nich. Zakład Juliusza Arndta mieścił się w dwóch dużych drewnianych domach. W okresie zaborów mieściły się tam pruskie koszary wojskowe, po odzyskaniu niepodległości sąd pokoju a po II wojnie światowej, którą przetrwał tylko jeden z bliźniaczych domów, internat liceum ogólnokształcącego.

W obecnym budynku przedszkola przez cały XIX w. funkcjonował niewielki zbór ewangelicki

Zabrakło czasu na zerknięcie na cmentarze żydowski, prawosławny i ewangelicki, które w takich miejscowościach są niczym kronika. Jedziemy do Tykocina.

 Przy wjeździe wita nas zamek, odrestaurowany czyli zamieniony w restaurację :) Obiekt od 1734 roku, kiedy został zniszczony przez pożar, popadał w ruinę. Wkrótce rozpoczęto jego rozbiórkę. Przez niemal dwa wieki materiały z rozbiórki wykorzystano do budowy domów, klasztoru bernardynów, drogi i grobli. W międzyczasie powódź dopełniła dzieła zniszczenia. W latach 1961-1963 częściowo zrekonstruowano mury przyziemia zamku renesansowego. W 2002 roku prywatny inwestor rozpoczął budowę skrzydła zachodniego zamku na podstawie odnalezionych w archiwum w Petersburgu planów zamku.

Wjeżdżamy do miasteczka i znowu mamy kopoty bogactwa bo historycznych „rodzynków” jest w Tykocinie więcej niż w Knyszynie. Na szczęście niemal wszystkie mieszczą się w pobliżu rynku. Rozległy rynek obecny kształt uzyskał po pożarze w 1656 roku.Jedna pierzeję zajmuje barokowy kościół Trójcy Przenajświętszej a pozostałe XVIII-wieczna niska zabudowa.Stojący na środku rynku pomnik Stefana Czarnieckiego z 1763 roku jest prawdopodobnie drugim po Kolumnie Zygmunta najstarszym pomnikiem świeckim w Polsce.

Obok kościoła znajduje się budynek dawnego alumnatu, pierwszego w Polsce domu dla żołnierzy-weteranów powstałego w pierwszej połowie XVII wieku.

W pobliżu znajduje się Mały Rynek, niegdyś centrum dzielnicy żydowskiej. W barokowej Wielkiej Synagogdze z XVII wieku działa Muzeum Kultury Żydowskiej a obok, w domu talmudycznym – Muzeum Kultury Żydowskiej.

Położony nieco na uboczu XVIII-wieczny klasztor bernardynów mieści obecnie dom pomocy społecznej.

Podobnie jak w Knyszynie pozostało sporo do obejrzenia więc z żalem ruszamy dalej kierując się do Choroszczy, do której wybierałem się odkąd interesuję się historią rodziny Moesów. W końcu udało się tam dotrzeć.

Budowa pierwszego pałacu w Choroszczy rozpoczęła się około 1725 r. Został on rozebrany w trzydzieści lat później kiey zmurszałe fundamenty groziły zawaleniem się budowli. Nowy pałac powstał na miejscu poprzedniego w latach 1757-1759. Kiedy rezydencja Branickich trafiła w ręce Moesów w budynku pałacowym i w pawilonach gościnnych mieszkała rodzina właścicieli i urzędnicy fabryczni. Znajdowały się w nich również biura fabryki. Wyburzono niektóre z zabudowań gospodarczych postawiono nowe a Z czasem pałac gruntownie przebudowano. Zmienił się również park. Zasypano część kanałów, wytyczono nowe alejki i posadzono nowe gatunki drzew. Zmieniła się również Choroszcz. W pobliżu pałacu stanęły dwa trzypiętrowe budynki tkalni. Nad Horodnianką postawiono farbiarnię i suszarnię. Z czasem powstawały kolejne zabudowania fabryczne. Z czasem osiedle fabryczne liczyło 20 budynków produkcyjnych i 11 budynków mieszkalnych, obok ktrych stanęły zbór ewangelicki, szkoła, piekarnia, dwa sklepy i apteka. Na początku XX wieku był to największy na ziemiach polskich zakład produkujący sukno, kort i koce. W 1915 r. wycofujące się wojska rosyjskie wysadziły w powietrze budynki fabryczne. Urządzenia, surowce, gotowe wyroby oraz robotnicy pochodzenia niemieckiego wywiezieni zostali w głąb Rosji. Po roku 1918 uruchomienie zakądu okazało się nierentowne. W 1930 r. w halach fabrycznych otwarto szpital psychiatryczny, który istnieje do dnia dzisiejszego. Pałac również przeszedł na własność szpitala jednak nieremontowany popadł w ruinę. W 1933 roku rozpoczęto jego rozbiórkę. W latach sześćdziesiątych XX wieku rozpoczęto odbudowę w oparciu o XVIII- wieczne rysunki. Obecnie mieści się muzeum wnętrz pałacowych. Szkoda,że urządzając muzeum nie pomyślano o pokazaniu w którejś z sal przemysłowych dziejów Choroszczy i historii rodziny Moesów.

Pałac Branickich w Choroszczy

Tak wyglądał w czasach kiedy właścicielami byli Moesowie

Muzeum Wnętrz Pałacowych

Z moesowskich czasów zachowało się sporo budynków fabrycznych...

...oraz stajnie.

W poprzednich latach jedliśmy obiady u Czartoryskich w Puławach, u Zamojskich w Kozłówce i u Sanguszków w Lubartowie.

Przyszedł czas na posiłek u Moesów w Choroszczy :)

Kościół pw.Jana Chrzciciela i Szczepana Męczennika w Choroszczy

Cerkiew Opiekunki Matki Bożej w Choroszczy

Początek strony  

Wracamy na ścieżki przyrodnicze.

Obwód Ochronny Grzędy to jedna z turystycznych atrakcji Biebrzańskiego Parku Narodowego. Oferuje on ponad 30 km szlaków przyrodniczych prowadzących przez mozaikę wysokich na 20 m piaszczystych wydm i mokradeł. Wybieramy się długi spacer „w pięknych okolicznościach przyrody”. Ścieżka prowadzi do platformy widokowej u granic Czerwonego Bagna.  Samo bagno,ponad 11 000 ha, jest objęte ochroną ścisłą i nie jest udostępnione dla turystów. To unikalny prawie pierwotny obszar bagienny, dziki i niemal bezludny, będący doskonałą ostoję dla łosi, jeleni, saren, orła przedniego, bielika oraz orlika krzykliwego. Żyją tu w warunkach naturalnych rysie i wilki.

Pacjent leśnej kliniki w lesniczówce Grzędy

Narada

Nietypowy gość na środku drogi w upalne południe

 Pamiątkowy kamień z okazji XX-lecia Biebrzańskiego Parku Narodowego

Tereny bagien i lasów udzielały schronienia uczestnikom powstań narodowych i walk partyzanckich. W roku 1943 położona w obrębie Czerwonego Bagna wieś Grzędy została spacyfikowana przez Niemców. Zamordowano wówczas 36 osób, które pochowano na Solistowskiej Górze. Resztę mieszkańców wywieziono na przymusowe roboty. Wieś już się nie odbudowała. Pozostały po niej zdziczałe sady i fundamenty domostw. 8 września 1944 roku na Czerwonym Bagnie miała miejsce bitwa odtwarzanego w ramach akcji „Burza” 9 Pułku Strzelców Konnych AK z przeważającymi siłami niemieckimi. Była to największa bitwa partyzancka na Białostocczyźnie. Zginęło w niej około 1000 Niemców i około 110 partyzantów.

 Następnego dnia znowu wybieramy się na Grzędy. Tym razem z drugiego końca, z Kopytkowa a celem jest Wilcza Góra. Już sam dojazd drogą wzdłuż wijącej się i leniwie płynącej Biebrzy relaksuje pomimo nieco telepiącej samochodem szutrowej nawierzchni.

Biebrza między Dolistowem a Kopytkowem

Normalnie spacer po bagnie wymaga wysokich kaloszy. Nam, po wielu dniach letniej suszy, nie udało się zamoczyć adidasów. Kilka kilometrów po bezludziu, przez nienaturalnie suche w tym roku bagno i po wydmach dostarcza wielu wrażeń. Cisza i zielona panorama oglądana z wieży widokowej warta była kilku, no może nieco więcej, ukąszeń zadanych kawalerię powietrzną :)

Niechcący zakłóciliśmy rodzinne śniadanie

Wilcza Góra

Wilcza Góra

Jest wczesne popołudnie więc ruszamy w kierunku śluzy Dębowo, pierwszej na Kanale Augustowskim. Została wybudowana w latach 1826 – 1827 pod kierunkiem ppor. inżyniera Michała Przyrembla. Została odbudowana ze zniszczeń po II wojnie światowej. Niweluje różnicę poziomów 2,07 m. W sąsiedztwie śluzy znajduje się jaz zastawkowy oraz upust młyński. Sielski widok letniej wolno płynącej Biebrzy jest mylący. W kwietniu 2013r. sześciu turystów wynajęło tratwę. Dotarli do miejsca, gdzie Kanał Augustowski się rozwidla. Z jednej strony znajduje się śluza Dębowo, z drugiej - jaz. Bardzo silny wiosenny prąd zepchnął tratwę w kierunku jazu. Pięć osób wpadło do zimnej wody. Jedna utonęła...

 

Po powrocie do naszej bazy ruszamy na kilkukilometrowy spacer wokół położonego w pobliżu naszej kwatery Fortu Drugiego.

Potężne betonowe bloki -pozostałość po wysadzonym w 1915r. Forcie IV

Wieczorem, korzystając ze wskazówek uzyskanych rano od pracownika BPN wyruszamy na spotkanie z łosiem. Stajemy na biegnącej przez bagno kładki. Słońce powoli zachodzi. Przed nami ciągnące się po horyzont bagno.Puste... Tuż po zachodzie słońca najpierw w oddali pokazała się klępa albo klempa. Trwa spór o prawidłową pisownię. Poloniści upierają się przy klępie a myśliwi przy klempie. Jak zwał tak zwał. Ważne, że przyszła.

 

W chwile później przed naszymi nosami podniósł się z młody łoś i majestatycznie pałaszował zielsko na kolację! Udało się :)

 Początek strony

W poszukiwaniu egzotyki

Drugim po Choroszczy miejscem,które chcieliśmy odwiedzić były Kruszyniany i Bohoniki, niemal legendarne dzisiaj wioski tatarskie na Podlasiu. Ich powstanie wiąże się ze znanym z Trylogii buntem Lipków czyli będących na służbie Rzeczypospolitej chorągwi tatarskich, który miał miejsce w 1672 roku. Wzamian za zaległy żołd kilkanaście wsi stało się siedzibami żołnierzy tatarskich. Meczety powstały w Bohonikach, Kruszynianach, Studziance i Malawiczach. Do naszych czasów przetrwały dwa pierwsze. Więcej informacji: http://www.szlaktatarski.pl/tatarzy-na-podlasiu. Obok meczetów zakładano mizary- cmentarze muzułmańskie. Zachowały się dwa nadal funkcjonujące – w Bohonikach i w Kruszynianach i dwa nieczynne- w Lebiedziwie i w Studziance. Te ostatnie mieliśmy już okazję zobaczyć podczas poprzednich wyjazdów na wschodnie ziemie Polski. Ruszamy do Kruszynian z zamiarem zajrzenia w drodze powrotnej do Krynek i do Supraśla. Stajemy w Białymstoku zachwyceni widokiem pięknej nowej cerkwi.

Za miastem skręcamy w bok zwabieni w Królowym Moście widokiem cerkwi i kolorowego tłumu. To odpust w tutejszej parafii pw. św.Anny.

W 1913 rozpoczęto budowę nowej cerkwi pod wezwaniem św. Anny. W 1919 miejscowy dziedzic rotmistrz Józef Młodecki przejął zabudowania parafialne oraz nieukończoną cerkiew na cele mieszkalne i gospodarcze. Kaplicę św. Aleksandra Newskiego zwrócono katolikom. Dopiero w 1928 zwrócono nową cerkiew prawosławnym. Odzyskano część wyposażenia, które było przechowywane w Gródku i Supraślu. W 1940 reaktywowano samodzielną parafię w Królowym Moście.

W 1928 sprowadzono ikonostas z likwidowanej cerkwi w Grodnie. Freski na ścianach powstały latach 1935-1939.

 Skoro już skręciliśmy w kierunku Supraśla odwracamy plan wycieczki. Pomysł wydawał się dobry do czasu kiedy pod kołami samochodu widniał asfalt. Potem, kiedy droga zaczęła przypominać jurajskie ścieżki rowerowe, te dawne, zastanawialiśmy się nad odwrotem. Rozterki przerwał widok asfaltu, który znowu pojawił się na drodze. Wjeżdżamy do Supraśla. Celem jest muzeum ikon, o którym usłyszelismy wiele ciepłych słów od sąsiadów z „Leśnej Polany”. Już przejazd ulicami miasteczka pozwolił stwierdzić, że jest to miejsce wyjątkowe. Mijamy urokliwe parterowe domki, dawny pałac Bucholzów, klasztor, kościoły i wijącą się malowniczo rzekę Supraśl, które razem tworzą niezwykle malowniczy zakątek.

Mamy pół dnia na poznanie miasteczka a pół tygodnia byłoby mało. Idziemy więc na skróty ;) Oczekiwanie na wejście do Muzeum Ikon wykorzystujemy na zwiedzenie monasteru Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Jego początki sięgają XV w. Nie sposób opisać tutaj całej jego historii. Zainteresowanych odsyłam do strony http://www.monaster-suprasl.pl/historia-1. Ostatnie kilkadziesiąt lat miało wpływa na dzień dzisiejszy monastyru. Po 17 września 1939 r. cały teren monasteru zajął oddział Armii Czerwonej, który w cerkwi urządził warsztat mechaniczny. Kuźnięopalano ikonostasem sprowadzonym do roli drewna opałowego. W 1942 r. ponownie poświęcono cerkiew św. Jana Teologa udostępnioną prawosławnym przez okupacyjne władze niemieckie. 21 lipca 1944 r. wycofujący się Niemcy wysadzili wszystkie wysokie gmachy w Supraślu. Świątynia legła w gruzach. W 1945 r. nowe władze usunęły mnichów. Zabudowania klasztorne przejęli salezjanie. Później pomieszczenia klasztorne przejęła szkoła rolnicza. W 1957 r. przystąpiono do rozbiórki cerkwi, która w wyniku protestów wstrzymano. W 1984 r. poświęcono kamień węgielny pod odbudowę świątyni Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Jednocześnie utworzono tu prawosławny dom zakonny a w 1989 r. powołano klasztor męski Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku kościół prawosławny wystąpił o zwrot wszystkich obiektów a oficjalnie przejął je w 1996 r. Cerkiew odbudowano z gruzów. Obecnie czeka na wykonanie pełnego wystroju wnętrza.

 Mueum Ikon to wspaniałe miejsce nie tylko ze względu na same ikony ale również ze względu na ich wyeksponowanie w sposób pozwalający poczuć cerkiewną atmosferę dzięki połączeniu gry świateł z dźwiękami nastrojowej muzyki cerkiewnej.

Supraśl to również Zachertowie, rodzina, której dzieje wielokrotnie przeplatają się z historią Moesów. Wilhelm Fryderyk Zachert rozpoczął karierę przemysłowca w 1825 roku w Zgierzu. W 1828 roku zatrudniał 500 robotników a 2/3 produkcji eksportował do Chin gdzie tzw.sukien masłowskie cieszyły się olbrzymim popytem. Polskie tkaniny ekspotowane do Chin- dzisiaj brzmi to niewiarygodnie! Po podniesienie po powstaniu listopadowym opłat celnych od najlepszych, cienkich gatunków sukna w fabryce Zacherta nastapiło załamanie produkcji gdyż rynek Królestwa Polskiego nie był w stanie wchłonąć całej produkcję drogich tkanin. Aby uniknąć ceł fabrykanci zaczęli przesiedlać się na teren Cesarstwa Rosyjskiego. Wielu z nich wybrało Białostocczyznę zwłaszcza Białystok, Supraśl i Choroszcz leżące przy głównym szlaku łączącym Królestwo z Petersburgiem i Moskwą. Władze carskie oddały do dyspozycji Zacherta część zrujnowanych budynków miejscowego klasztoru bazylianów. Pozostałe obiekty fabrykant wydzierżawił od biskupa Lwa Jaworowskiego. Z czasem znaczna część budynków klasztornych stała się jego własnością. Łączny koszt przeniesienia zakładu ze Zgierza do Supraśla szacowano na 300tys rubli.

Kaplica Zachertów na miejscowym cmentarzu.Pochowani są tu Wilhelm Fryderyk, który zmarł w 1885 roku, Józefina Zachert- zmarła w 1924 roku , Anna Młodecka z Zachertów - pochowana w 1937 roku i Jan Andrzej Zachert zmarły w 2015 r.

W 1837 roku uruchomione zostało w Supraślu przedsiębiorstwo sukiennicze Adolfa Buchholtza, które było pierwszym tutejszym zakładem z napędem parowym. Zakłady Buchholtza i Zacherta należały do największych w guberni grodzieńskiej i pod względem wartości produkcji jak i liczby zatrudnionych robotników ustępowały jedynie przedsiębiorstwu Moesa w Choroszczy. W 1890 czynne były 3 fabryki: Moesa, Buchholtza i Jakobiego w Dobrzyniewie oraz wytwórnie Alta i Zacherta, w których jedyne tkalnie wyposażone były w warsztaty ręczne. Ostateczny upadek przemysłu w Supraślu nastąpił w 1944 r., kiedy to wycofujący się Niemcy wysadzili w powietrz wszystkie zakłady, których po wojnie nie odbudowano.

Kaplica Buchholzów na supraskim cmentarzu.

W Supraślu funkcjonowały również mniejsze fabryczki Jansena, Reicha, Lipperta, Tebusa, Aunert, Alta i Koszadego.

Grób właściciela fabryczki sukna i farbiarni Adolfa Jansena.

 W 1892 roku w związku ze ślubem Adolfa Buchholtza z Adelą Marią Scheibler rozpoczęto budowę pałacyku, który przetrwał w pierwotnym kształcie. Dzisiaj mieści się w nim Liceum Plastyczne.

Pałac Buchholzów

 

Budynek obecnego ratusza, w którym to Józefina Zachert założyła pierwszą polską szkołę w 1995r. Został przekazany miastu przez Jana Zacherta.

Z żalem opuszczamy Supraśl ale Kruszyniany czekają. W okresie międzywojennym w granicach Polski żyło ok. 5,5 tysiąca Tatarów. Po wojnie w granicach Polski pozostały 2 wsie tatarskie Bohoniki i Kruszyniany. Tatarzy zachowali odrębność wyznaniową, tradycję i obyczaje chociaż żyją rozproszeni. Ta grupa narodowościowa liczy ok. 3 tys. Większe skupiska znajdują się w Gdańsku, Białymstoku, Warszawie i Gorzowie Wielkopolskim.

Meczet w Kruszynianach po raz pierwszy wspomniany jest już w dokumentach w 1717r. Obecny budynek powstał prawdopodobnie w drugiej połowie XVIII wieku lub w pierwszej połowie XIX wieku na miejscu pierwotnego meczetu. Zbudowany został przezmiejscowych ciesli dlatego nawiązuje kształtem do okolicznych kościołów z dwuwieżowych. Wnętrze podzielone jest na posiadajace osobne wejścia części, przeznaczone dla kobiet i mężczyzn. Pomieszczenie dla kobiet oddziela od części męskiej drewniana ścianka z podłużną szparą zasłoniętą białą, przejrzystą firanką. Wejście dla kobiet znajduje się na głównej osi budynku a wejście dla mężczyzn umieszczone jest w bocznej ścianie.

Ściany meczetu udekorowane są cytatami z Koranu tzw. muhirami a podłoga pokryta jest dywanami. Nisza w ścianie, mihrab, wskazuje kierunek Mekki. Na prawo od mihrabu znajduje się kazalnica, minbar, z której imam wygłasza kazania. Modlitwy prowadzone są w języku arabskim chociaż niewielu dzisiejszych polskich Tatarów zna ten język. Właściwa modlitwa odbywa się w części męskiej. Wierni stoją w rzędach z twarzami skierowanymi w stronę Mekki wykonują podczas modlitwy odpowiednie ruchy rąk i ciała w myśl rytuału zwanego salat.

Nasz przewodnik, Dżemil Gembicki, opowiedział o zwyczajach dotyczących świąt, urodzin,slubów i pogrzebów żartując,że w Kruszynianach wszelkie święta obchodzone są wspólnie przez wszystkie zamieszkałe tutaj narodowości dlatego niewiele czasu pozostaje im na pracę :)

Idziemy na spacer na pobliski mizar, jeden z siemiu w Polsce. Po dwa cmentarze tatarskie są w Bohonikach i Warszawie a po jednym w Kruszynianach, Lebiedziewie i Studziance. Jedynie w Bohonikach i Kruszynianach dokonywane są nadal pochówki. Mizary usytuowane są przeważnie na niewielkim wzniesieniu. Mogiły obłożone polnymi kamieniami są zwrócone prawą stroną w kierunku Mekki gdyż wierzy się, że dusza opuszcza ciało z prawej strony. Największy kamień znajduje się przy głowie zmarłego, a najmniejszy u jego stóp. Grób wieńczy półkolisty kamień z wyrytym półksiężycem i gwiazdami. Niżej znajduje się napis w języku arabskim lub polskim.Groby z okresu zaborów zawierają inskrypcje zapisane cyrylicą. Współczesne mogiły często różnią się od chrześcijańskich jedynie umieszczonymi na nich symbolami religijnymi islamu.

 

Obelisk ustawiony w 199 r. trzechsetną rocznicę osiedlenia się Tatarów w miejscowościach Kruszyniany, Nietupa i Łużany

Wiecej informacji o społeczności tatarskiej w Polsce można znaleźć na stronach http://www.kruszyniany.com.pl oraz http://www.szlaktatarski.pl

Jest już późno a do domu wiele kilometrów więc po macoszemu traktujemy Krynki. Zaliczyliśmy tylko na rynku jedyne w Polsce rondo, od którego odchodzi promieniście 12 ulic. Drugim takim obiektem jest plac de Gaulle`a w Paryżu, na którym również zbiega się dwanaście ulic. To chyba wszystkie tego typu obiekty na świecie.

Oglądamy z zewnątrz kościół pw. św. Anny. Zerkamy do wnętrza Synagogi Kaukaskiej pełniącej rolę domu kultury i wracamy nad Biebrzę. Po drodze stajemy przy cmentarzu na Kopnej Górze. Spoczywa na nim 46 powstańców listopadowych z oddziału płk  Józefa Zaliwskiego, który wycofując się spod Wilna, został tutaj rozbity przez wojska rosyjskie.

Tydzień nad Biebrzą minął szybko. Żal nam wyjeżdżać bo ledwo „liznęliśmy” tutejsze atrakcje. Żegnamy samozwańczych towarzyszy naszych sapcerów...

...i po raz ostatni testujemy podwozie na drodze dojazdowej do "Leśnej Polany".

Na Polesie jedziemy nieco dookoła. Nie bez przyczyny. Niedaleko Brańska skręcamy do Glinnika gdzie przy drodze do Pasieki stoi pomnik upamiętniający katastrofę „Iskry”, w której zginął piliczanin por.pilot Jacek Pawlik.

Przed Bielskiem Podlaskim zatrzymuje nas widok pięknej cerkiewki w Szastałach

...a potem, już bez przystanków, gnamy na Polesie odwiedzić znajome kąty.

 Początek strony

CZĘŚĆ DRUGA>>>