brat Dominik Drabczyński

O Pilicy » Żyli wśród nas » Goście » brat Dominik Drabczyński

Urodził się 8 listopada 1916 r. w Kętach. Był synem Ignacego i Marii z domu Kindler. Na chrzcie świętym otrzyma ł imiona Ignacy Marian. Szkołę podstawową ukończył w Ketach. Do gimnazjum uczęszczał w Bielsku. Po szóstej klasie gimnazjalnej wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych. 29 sierpnia 1934 r. rozpoczął nowicjat w Pilicy.po roku nowicjatu, 30 sierpnia 1935 r. złożył pierwsze śluby zakonne. O. Bonawentura Staliński, magister nowicjatu tak się o nim wyraził :

 

Dominik Drabczyński jako nowicjusz w Pilicy wyróżniał się wielkim spokojem, pobożnością, pilnością, był bardzo zdolny, a w śpiewie gregoriańskim, w którym ćwiczono nowicjuszy, on był prymusem, z czego się bardzo cieszyłem. Gdy skończył nowicjat i poszedł do Krakowa, to też słyszałem same o nim plusy.

 

W latach 1935- 1938 przebywał w Krakowie w klasztorze św. Kazimierza.W Studium Braci Mniejszych Kapucynów pobierał nauki w zakresie liceum i filozofii. W 1938 r. po wakacjach przybył do klasztoru w Wieliczce gdzie 8 września złożył uroczyste śluby wieczyste na ręce magistra kleryków o. Ferdynanda Sobanka. W Seminarium własnego Zakonu pod wezw. św. Bonawentury rozpoczął studia teologiczne. Brat Jacek Maria Krauze po trzydziestu latach wspominał :

 

Był to człowiek bardzo dobry, zawsze życzliwy, łagodny, wyrozumiały, uprzejmy, miły we współżyciu, wesoły, pobożny, skory do usług, pokorny, jednym słowem pełen ducha franciszkańskiego. Daleki od fałszu, obłudy i pychy. Był ze mną parę razy na kweście (na zbiorze snopków), zachowywał się bardzo dobrze. Ostatni raz widziałem się z nim w Chełmie Lubelskim, w czasie ucieczki.

 

Antoni Madejski, kolega z seminarium, w 1994 r. wyznał:

 

Jestem nim zauroczony. W chwilach trudnych modlę się do niego o wstawiennictwo u Boga. Uważam go za jednego z najpiękniejszych ludzi, których spotkałem w życiu.

 

O. Cyprian Ochoński bardzo cenił Dominika za jego przymioty i walory duchowe :

 

Dominik był lubiany przez wszystkich, Posiadał miłość bliźniego w wysokim stopniu, pięknie śpiewał, był utalentowanym muzykiem, uczył się pilnie. Kochał przyrodę, zwłaszcza ptaki. Był na moich prymicjach, w lipcu 1939 r. Wyznał mi wówczas, że wprawdzie nie wystąpi z zakonu, to jednak kapłanem nie będzie. Kiedy go zapytałem : dlaczego? odpowiedział mi, że to tajemnica.

 

Swoim poświęceniem się rannym żołnierzom dał dowód heroicznej miłości bliźniego. Zamordowany zaś został przez funkcjonariuszy NKWD, będących na służbie systemu wrogiego Bogu i religii.

 

Inny brat, zmarły ks. Mieczysław [Drabczyński], mówił mi, że Dominik mu się zwierzał, iż chciałby być apostołem w Rosji. Jego siostra, Maria Drabczyńska Sztukowa napisała:

 

W klasztorze cieszył się wielką sympatią. Podobno opiekował się chorymi braćmi i jak który skaleczył się, to tylko Ignaś (to jest brat Dominik) musiał ranę opatrzyć. I opowiadali nam, że mówili o nim: «To jest nasz św. Franciszek». Miał wiewiórkę, która stale do jego okna po orzechy przychodziła.

 

W pierwszych dniach września 1939 r. Dominik razem z klerykiem Witem Gutem przybył do klasztoru w Chełmie Lubelskim gdzie zastał kilku swoich współbraci, m.in. wspomnianego wyżej brata Jacka Krauze. O. Wit Gut wspominając Dominika napisał :

 

Był spokojny, pobożny, pracowity — od żadnej pracy się nic wykręcał. Ładnie śpiewał, i umiał naśladować kanarka. Zdrowie miał lepsze niż ja. Okazało się to w czasie ucieczki we wrześniu 1939 r. (...)

Po kilkunastu dniach doszliśmy do Chełma Lubelskiego, do naszego klasztoru. Tam spotkałem naszych znajomych : o. Leonarda i o. Juliana. U nich postanowiłem odpocząć. Miałem nogi odparzone. Dominik wcale się nie uskarżał na żadne boleści. A kiedy zobaczył nosze z rannymi, zgłosił się zaraz jako sanitariusz. W tym kierunku miał pewne zdolności, a może i praktykę. Może miał kilka lekcji kursu pielęgniarskiego.

 

 

Dominik zgłosił się do pracy w szpitalu powiatowym, jako sanitariusz. Następnie przyłączył się do oddziałów wojska polskiego wycofujących się w kierunku wschodnim. Nosił wówczas ofiarowany mu ze względu na jesienna pogodę płaszcz wojskowy z dystynkcjami porucznika. Polscy żołnierze natknęli się na wojsko rosyjskie i zostali wzięci do niewoli. Szeregowców wkrótce potem przekazano Niemcom lub wypuszczono na wolność. Taki los spotkał o. Antoni Galikowskiego, prowincjała Braci Mniejszych prowincji Wniebowzięcia NMP (Katowice),który z Chełma szedł w kierunku wschodnim razem z wojskiem. Po wzięciu do niewoli przez Sowietów, jako cywil został zwolniony. Przybył potem do Lwowa i przez okres wojny przebywał w prowincji Matki Bożej Anielskiej. Oficerowie zostali skierowani do obozów jenieckich. „Porucznik” Ignacy Drabczyński znalazł się w obozie jenieckim w Kozielsku. Maria Sztukowa z Drabczyńskich wspominała:

 

W październiku [1939] pisał z Kozielska list do Prowincjała w Krakowie i dołączył kartkę dla Mamy. Prowincjał posłał oba te listy Mamie. Przyszły w styczniu [1940]. Niewiele pisał, na zmiętym pakunkowym papierze. Do Ojca Prowincjała : że choć jest tak daleko, ale jest zawsze wiernym synem św. Franciszka, a do Mamy, że już bardzo zimno, ale ma nadzieję, że będzie lepiej. A potem już nic. Poszukiwaliśmy go przez Czerwony Krzyż, nawet podczas okupacji i po wojnie, ale zawsze przychodziła odpowiedź, że go nigdzie znaleźć nie mogą. A wszyscy z Kozielska zginęli w Katyniu.

 

Druga siostra, Stanisława Drabczyńska pisała:

 

O Ignasiu wspominał dr Mieczysław Dudek, zamieszkały w Krakowie (...) pisząc do żony : « Jest tu brat Stasi », tzn. mój brat. Dr Dudek nic powrócił, ale bliższych szczegółów nie znam".

 

W wigilię Bożego Narodzenia, 1939 r.? NKWD zabrało duchownych wszystkich wyznań z obozów: Kozielsk, Starobielsk i Ostaszków. Nie wiadomo czy był wśród nich Dominik,który na listach ofiar i zaginionych jeńców obozu Kozielsk figuruje dwukrotnie, raz jako ,,Dominik, brat zakonu Reformatów", a drugi raz jako ,,Ignacy, por." W wykazie zmarłych 1011-1992 podano jako datę śmierci 3 kwietnia 1940 r., czyli datę jednego z pierwszych transportów z Kozielska do lasów katyńskich.