o. Leonard Mikołaj Tatara

O Pilicy » Żyli wśród nas » Goście » o. Leonard Mikołaj Tatara

Urodził się 5 grudnia 1904 r. w Bochni. Był synem Stanisława, kowala i Zofii z domu Jawor. Ukończył szkołe powszechną oraz 4 klasy gimnazjum. 16 września 1921 rozpoczął nowicjat w Prowincji Matki Bożej Anielskiej Zakonu Braci Mniejszych (reformatów), w klasztorze w Wieliczce. Studia filozoficzno-teologiczne odbył we Włoszech w: Vicenzie, Rovigno In Istria i w Wenecja. Uroczystą profesję wieczystą złożył 8 grudnia 1925, a święcenia kapłańskie otrzymał 19 (lub 10) lutego 1928 w Wenecji. Zgłosił się jako ochotnik do pracy w leprozorium na pograniczu chińsko--tybetańskim, jednak wobec początkowego sprzeciwu prowincjała przybył zbyt późno na miejsce zbiórki w Rzymie. W roku akademickim 1929/1930 studiował w Studium Misyjnym Kolegium św. Antoniego w Rzymie. Gromadził materiały historyczne dotyczące misji w Chinach. W 1931 r. powrócił do kraju. Trafił najpierw do klasztoru Najświętszej Rodziny we Lwowie. Pracował później jako duszpasterz w Pilicy, w Krakowie (od czerwca 1931 r.), gdzie sprawował funkcję sekretarza prowincjała. Rok później został wybrany gwardianem klasztoru w Kazimierzu Dolnym. W latach 1933 – 1936 sprawował kilka funkcji w strukturach zakonu franciszkanów, był m. in. wicekomisarzem Ziemi Świętej oraz bibliotekarzem i archiwistą prowincji w Krakowie (w latach 1936-1937). W lipcu 1937 r. wybrano gwardianem w klasztorze franciszkanów w Chełmie Lubelskim, gdzie 19 września 1939 r. znalazł się w grupie zakonników aresztowanych przez Niemców. Trafił do więzienia na Zamku w Lublinie. W czerwcu 1940 r. został wysłany do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. W połowie grudnia tego roku przeniesiono go do obozu w Dachau gdzie otrzymał numer obozowy 22720.

W Sachsenhausen byliśmy tylko pół roku. Razem z całym transportem duchowieństwa 14 grudnia 1940 r. przyjechaliśmy do innego obozu pod Monachium, do Dachau. Tu warunki podobne, bo hitlerowskie obozy koncentracyjne niewiele różniły się między sobą. Wszędzie celem głównym było: wykończyć jak największą ilość więźniów w jak najkrótszym czasie. Tylko metody i sposoby wykańczania trochę się różniły. Sachsenhausen położone pod Berlinem było obozem pruskim i tam wszechwładnie panował dryl pruski, a więc dyscyplina i karność wojskowa (…) W Dachau było mniej tej dyscypliny, ale za to większy bałagan i głód. Wykańczano tam raczej działaniem na nerwy przez różne głupie zarządzenia, co chwila odwoływane i zmieniane, a nawet przez rzekomą troskę o higienę i zdrowie. Był czas, że dwa razy w tygodniu prowadzono cały nasz blok do łaźni, a po kąpieli trzeba było czekać ze 2 godziny na mrozie aż cały blok się wykąpie. Te wszystkie szykany o. Leonard znosił z niezmąconym spokojem, czym działał kojąco na wzburzenie innych. [Relacja kleryka   lubelskich kapucynów zanotowana przez o.Anzelma Szteinke]

Po wyzwoleniu obozu w kwietniu 1945 r. o. Leonardprzyłączył się do grupy jeńców włoskich, wracających do domu. W czerwcu 1945 r. dotarł do Kurii Generalnej Zakonu Braci Mniejszych w Rzymie. Został skierowany na roczny kurs archiwistyki przy Watykańskiej Szkole Paleografii i Dyplomatyki. W Rzymie przebywał przez trzy lata. W tym czasie otrzymał nominację na archiwistę archiwum bieżącego Zakonu Braci Mniejszych. W 1947 r. przeprowadził bieżące archiwum zakonu do nowej rzymskiej siedziby przy via S. Maria Mediatrice 25. W tym czasie uporządkował akta z XIX wieku i przekazał je do archiwum historycznego, a także uporządkował akta najnowsze. Po powrocie do kraju 19 czerwca 1948 r. został aresztowany przez władze pod zarzutem nielegalnego przywozu do kraju 6 tysięcy dolarów. O. Leonard posiadał pieniądze, które przeznaczone były na pomoc ze strony franciszkańskiej Prowincji Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny, jednak przed wjazdem do Polski oficjalnie zgłaszał fakt posiadania obcej waluty. Na początku listopada 1948 r. trafił do więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. 3 listopada 1950 roku warszawski Sąd Wojewódzki skazał o.Leonarda na karę 5 lat więzienia oraz grzywny w wysokości 5 tys. złotych. Karę odsiadywał w więzieniu mokotowskim. Pod koniec lutego 1952 r. zakonnik został przeniesiony do więzienia w Rawiczu, które opuścił 29 marca 1953 r. Po wyjściu na wolność przebywał w klasztorze krakowskim. W maju 1953 r. o. Leonard otrzymał przeniesienie do Kęt zostając wikariuszem konwentu. Wkrótce po przybyciu wykonał w czasie wolnym od obowiązków nową oranżerię. Stanęła ona w ogrodzie klasztornym. W październiku 1954 r. jezuita ks. Stanisław Wawryn, w imieniu Przewodniczącego Episkopatu Polski, przeniósł o. Leonarda do klasztoru franciszkanów w Pilicy. W 1957 r., jako bibliotekarz klasztoru krakowskiego, opracował druki nowożytne przechowywane w archiwum. W latach 1958-1969 pełnił funkcje bibliotekarza i archiwisty prowincji w Krakowie. Przeniósł wówczas archiwum z kancelarii prowincjała do Biblioteki Głównej, oddzielając archiwum bieżące od historycznego. W 1964 r. pozyskał dla archiwum pomieszczenie dawnego karceru zakonnego. Dokonał scalenia rozproszonego zasobu rękopiśmiennego archiwum prowincjalnego, które znajdowało się na strychu klasztornym i w innych przypadkowych miejscach. Uporządkował go i złożył je w wydzielonej szafie w kancelarii prowincjała. Opracował zasób, co dało początek Archiwum Prowincji Matki Bożej Anielskiej. W czerwcu 1974 r. o. Leonard powrócił do kęckiego klasztoru franciszkanów gdzie pełnił funkcje wikariusza domu zakonnego oraz ekonoma. W 1975 r. był pomysłodawcą postawienia pomnika św. Franciszka z Asyżu w ogrodzie naprzeciw klasztoru. Pracował duszpastersko jako spowiednik wielu zgromadzeń żeńskich, a także głosił konferencje dla osób duchownych. Zmarł 23 maja 1994 w Kętach i tam został pochowany. Pozostawił teksty ascetyczne, tłumaczenia dokumentów zakonnych i tekstów teologicznych oraz relacje do generalnych władz zakonnych. Jego bibliografia liczy 64 pozycje druków i maszynopisów.

 Już w pierwszym kontakcie o. Leonard zrobił na mnie wrażenie. Szczupły, typ ascetyczny, w połatanym habicie, małomówny (…) Mimo podeszłego wieku był o. Leonard był tytanem pracy. Palił w kotłowni pod kościołem i dopóki nie założono w latach osiemdziesiątych pieca gazowego, w kotłowni ogrzewającej klasztor (…) Miał on także renomę dobrego spowiednika. Pamiętam jakim zaskoczeniem dla mnie było to, że jakiś pan przyjechał z Żywca do spowiedzi u ojca Leonarda. Przyjeżdżały także jakieś zakonnice z Krakowa do spowiedzi i po poradę duchową (…) Wszyscy w klasztorze wiedzieli, że w środy i piątki o. Leonard praktykował post ścisły. Był człowiekiem bardzo skromnym. Nie lubił „szumu” wokół siebie (…) Bardzo dużo się modlił. Ulubionym miejscem modlitwy był dla niego chór zakonny za ołtarzem. Często w czasie nabożeństw w kościele, w chwilach ciszy dolatywało zza ołtarza przeciągłe „zdroowaś” o. Leonarda. [Jan Kuźma organista kęckiego klasztoru]