Prof.Jan Ebert

O Pilicy » Żyli wśród nas » Goście » Prof.Jan Ebert

Urodził się 28 maja 1931 w Warszawie jako syn Marii z domu Woźnickiej i Jerzego Eberta. Jego ojciec był inżynierem budowlanym. Walczył w powstaniu warszawskim na Mokotowie jako strzelec w kompanii 2. pułku Armii Krajowej "Baszta". Po powstaniu trafił z matką do obozu przejściowego w Pruszkowie, z którego trafił do Wolbromia, potem do majątku w Domaniewicach i do Wierbki. Po wojnie zamieszkał z matką w Milanówku, gdzie chodził do liceum. W 1949 roku zdał maturę i dostał się na studia na na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej. Podczas studiów został asystentem u prof. Ryżki. W 1963 roku obronił doktorat a w 1969 roku uzyskał stopień doktora habilitowanego. W latach 1984-1990 pełnił funkcję dziekana Wydziału Elektroniki.

Biogram prof.Jana Eberta na stronie Instytutu Radioelektroniki i Technik Multimedialnych >>>

Fragment wspomnień prof.Eberta w Archiwum Historii Mówionej:

Pociąg jechał dość długo. Wydaje mi się, że około trzech dni. […] Wysadzono nas w Wolbromiu, stacja niedaleko Olkusza. Muszę powiedzieć, że tam ludność zachowała się naprawdę wspaniale. Wszyscy [Warszawiacy] po prostu dostali nocleg. Oczywiście to była na ogół słoma na ziemi, ale po prostu się ludność zachowała naprawdę wspaniale. Najzabawniejsze, że jak pociąg stanął, nie rozległy się typowe wrzaski niemieckie, tylko przemówienie. Przemówienie przewodniczącego straży ogniowej, głównego strażaka, który nas witał.

  • Czyli nie Niemca?

Nie Niemca. Obiecał pomoc, opiekę. I przy tym się pomylił, bo powiedział: „Nasze CKM zaopiekuje się wami!”. On chciał powiedzieć PCK. I co ciekawe – wszyscy się śmieli. Nastrój już był taki, że nikt tego nie zrozumiał źle. W Wolbromiu poszliśmy z mamą rano na pocztę i tam mój harcerski nawyk otwartych oczu bardzo się przydał. Mama wysyłała listy do rodziny do Częstochowy, a ja rozglądałem się, co leży na kontuarze na poczcie. I co zobaczyłem? Zobaczyłem list adresowany – Domaniewice. Nazwa znana z opowieści młodszego kolegi (obecnie bardzo dobrze znanego) Piotra Wierzbickiego. Piotr Wierzbicki – dziennikarz, polityk, bardzo wyraźny prawicowiec. Otóż był to wnuk pana Andrzeja Wierzbickiego, [właściciela domu], w którym mieszkaliśmy na alei Niepodległości 157. Oni mieli majątek Domaniewice. Tą nazwę słyszałem stąd, że Piotruś jak opowiadał o rzeczach wspaniałych, to opowiadał o swoich wakacjach w Domaniewicach. Zobaczyłem tą kopertę – rezultat taki, że listonosz, który właśnie te listy do Domaniewic miał zawieźć, zawiózł również informację, że my jesteśmy w Wolbromiu. Przyjechała bryczka i znaleźliśmy się w Domaniewicach. Zresztą jednego z tych chłopców, już nie pamiętam, czy to Piotra czy jego brata, zobaczyłem chorego w łóżku. Jak dziś pamiętam, tak jak nie cierpiałem [przez] całe dzieciństwo łóżka i choroby, [to] jak zobaczyłem tę czystą pościel po tym wszystkim... To jest nie do opisania, co to za wrażenia są. Byłem z mamą cały czas. Stamtąd żeśmy wyjechali[do Wierbki], ponieważ w Domaniewicach jakoś się zaczęło robić ciasno. Mieliśmy okazję taką – stosunkowo niedaleko, w Wierbce, niedaleko miejscowości Pilica (blisko źródeł Pilicy), w której jest pałac (można powiedzieć, dziewiętnastowieczny w bardzo złym guście, w którym się urodziła i mieszkała koleżanka z pensji mojej mamy) – tam [mieszkaliśmy] do przyjścia bolszewików... Uczyłem się, oczywiście. Jedną klasę przeszedłem na zasadzie pomocy warszawiaków, licznych warszawiaków. Przeżyliśmy niejedną wizytę Armii Ludowej, czyli tak zwanych bandytów. [Tak ich nazywano i tak się zachowywali].

  • To jeszcze było przed wkroczeniem Rosjan?

Tak jest. Potem, jak Rosjanie wstąpili, to [opuściliśmy pałac]. Mama zaczęła pracować [niedaleko] też nad Pilicą. Między Wierbką a miastem Pilica był młyn należący do pana Gruszczyńskiego, który był prawnikiem. Mieszkał w Krakowie, ale w czasie wojny przeniósł się [z rodziną] do młyna i jakoś bidowali. Mama uczyła francuskiego [jego] córki i jeszcze jakąś dziewczynę z okolicy. Też się tam uczyłem. To trwało parę miesięcy. Potem był powrót do Warszawy, do Milanówka.