Śladami Konopielki

Nie tylko Pilica » Wakacyjna opowieść » Śladami Konopielki

Po letniej i wczesnojesiennej gonitwie, w której od wieków przeciwnikami były czas i pogoda a stawką w rywalizacji spiżarnia pełna do wiosny, przychodzą jesienne szarugi. Tak jest od wieków. Czas jakby nieco wyhamowuje dając możliwość zauważenia tego co w codziennej gonitwie umyka. Jest więc czas na zatęsknienie do słonecznych dni, które tak szybko przeciekły przez palce. Jest czas na zastanowienie się nad sensem codziennej gonitwy, która, jak świat światem, skończy się któregoś dnia, bez pytania o plany i bez szansy na osobiste dokonanie podsumowania.

Przeglądam stare fotografie... Ludzie, których już nie ma. Domy, których już nie ma. Kapliczka - kto i dlaczego ją postawił? Krzyż przydrożny. Pochylony, zmurszały. Kto go postawił? Dlaczego? Co głosił przechodniom? Radość czy smutek ? Drzewa, które już nie szumią. Obłoki, które przeminęły. Woda, która przepłynęła. Miliony drobiazgów wypełniających utrwalone na papierze milisekundy minionego świata. Kiedyś były dla kogoś ważne. Dzisiaj są jedynie plamką utrwalona na negatywie. Jedyną wartością, która pozostała po minionym świecie są ludowe mądrości.

Od porządku, ludkowie, jest Pambóg, on pilnuje, żeby wszystko szło, było jak było. A diabeł chce zmieniać, powiada: ulepszać. Słyszycie? Ulepszać! Już jemu mało, że krowa cieli sie, dzie tam: on chce, żeby sie źrebiła! O, do czego idzie! Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili. Chłop z chłopem spać bedzie, baba z babo, wilki latać, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, zajdzie na wschodzie! (…) Wy wiecie ludkowie, co sie teraz na świecie wyprawia? Mężowie żony rzucajo, matki dzieci! Z ludziow mydło sie robi! Żyto kosami żno: bywajo całe wioski, że sierpa nie uraczysz! (…) A w miastach, co w miastach się wyprawia! W dzień śpio, w nocy pracujo, w piątki nie poszczo, niedzielow nie świętujo! Sodomagomora! […] Krew sie w ludziach gotuje. Jeżdżą, wyjeżdżają, przyjeżdżają. Oszukaństwo, złodziejstwo, k......., Sodoma, Gomora!

Póki co jedynie wilki latać nie chcą a bociany pływać. Słońce niezmiennie wstaje na wschodzie i oby już tak zostało.

Kiedy miałem naście lat rozpoczynałem wakacje od lektury „Dzieci z Bullerbyn” co pozwalało przestawić świadomość z trybu dom-szkoła w tryb wakacyjny. Dzisiaj lekturą obowiązkową, nie tylko wakacyjną,  jest dla mnie „Konopielka”. Powieść Redlińskiego powstała w 1973 r, a film osiem lat później i jest bodaj jedyną filmową adaptacją znanej mi powieści, którą przyjąłem bez oporów i bez utyskiwania, że nie tak sobie to wyobrażałem. To nie tylko przełącznik świadomości. To genialny obraz przemian, które są nam tak samo niezbędne do życia jak tlen. Mieszkańcy powieściowych i filmowych Taplar żyją odseparowani od świata bagnem, które przez większość roku stanowi barierę trudną do pokonania nie tylko dla ludzi ale i dla wszelkich nowinek. Toczą więc „Taplarscy” spokojne życie, którego rytm od wieków wyznacza przyroda. Któregoś dnia we wsi pojawiają się przedstawiciele władzy, którzy, jak to władza, lepiej wiedzą co ludziom jest potrzebne do szczęścia i próbują swoją wizję lepszego świata narzucić innym. W świat prostych ludzi zaczyna wkraczać cywilizacja. Osoby, żyjące dotąd w zgodzie z naturą, czerpiące z jej dóbr, przechodzą przyśpieszoną ewolucję kulturową prowadząca nieuchronnie do rozdarcia, do odrzucania tradycji i zrywania więzi z naturą. Redliński stał się prorokiem, niemal pół wieku temu wieszczącym rozbicie w pył nie tylko systemu tradycyjnych wartości moralnych ale i całego ówczesnego porządku społecznego co wtedy wydawało się mrzonką. Autor „Konopielki” wyprzedził epokę tworząc definicję, która dzisiaj, przy masowej, globalnej migracji, ze wsi do miasta za pracą, z miasta w świat za chlebem, uświadamia nam, że potrzebujemy miejsca, w którym będziemy u siebie:

[…] Ojczyzna wzywa!- na to Domin: A co nam do tego! Jakże to!- Rozkłada ręce urzędnik:A wy kto, nie Polak? Nie. A kto, Niemiec? Nie. To może Francuz? Nie. Rusin? Nie, nie Rusin. Nu to kto?- pyta się urzędnik. A Domin na to: Ja tutejszy. Jaki tutejszy? A tutejszy- mówi Domin-z bagna. -A bagno gdzie? Nie w Polsce? [Domin]: - Bagno tutaj i my tutejsze! […]

Śladami „Konopielki” to przenośnia. Nie ma na Polesiu czy na Podlasiu opisanej w powieści Redlińskiego wsi Taplary a jej filmowa wizualizacja powstała w Famułkach Królewskich, nie na Podlasia a na Mazowszu, w pobliżu Kampinoskiego Parku Narodowego. Na dodatek filmowe Taplary przestały istnieć po wykupieniu terenu przez Park Narodowy. Nasze wakacyjne wycieczki „Śladami Konopielki” nie były więc wycieczkami po powieściowych czy filmowych śladach, lecz podróżami w poszukiwaniu miejsc, w których czas płynie tak jak kiedyś, wolniej, dając czas na zauważenia kolorowych pól, poczucie leśnych i polnych zapachów, usłyszenie odgłosów przyrody a przede wszystkim na spokojne zastanowienie się nad wieloma sprawami i przepuszczenie ich przez „sitko do problemów” stworzone według taplarskiej filozofii życiowej:

Nie to dobre co dobre, ale co polubisz.

Lubię czuć się Tutejszym.

 

 

 

 

Tym, którzy chcieli by  poznać wierznia i zwyczaje ludowe na bliskim nam obszarze, polecam wydaną w tym roku przez Regionalny Instytut Kultury w Katowicach książkę Dobrawy Skoniecznej Gawlik "Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego". To świat tradycyjnych wartości, które warto zachować jako drogowskaz.